czwartek, 16 marca 2017

Na co uważać w Barcelonie

Miasto jest naprawdę wspaniałe, jednak warto uważać na pewne kwestie. Dzisiaj kilka słów o niebezpieczeństwach, które czyhają na turystę w Barcelonie.




Kieszonkowcy
Bardzo łatwo stracić telefon czy portfel, szczególnie w popularnych turystycznie miejscach.
Będąc w Barcelonie cały czas trzymaj cenne rzeczy przy sobie. W tłumie łatwo coś stracić, a bez dokumentów możesz mieć problem wydostaniem się z Hiszpanii.

Taksówkarze
Mój ulubiony punkt, Barcelońskie złotówy to jakiś koszmar. Większość nie mówi po angielsku i wydaje się, że hiszpańskiego też nie rozumieją.
Trasa na około, krążenie po uliczkach, przepuszczanie każdego pieszego, który być może będzie chciał przejść przez ulicę czy podwożenie 'troszkę dalej niż prosiłaś' to norma.

Taksówkami musiałam jeździć bardzo często i może ze dwa razy udało mi się dotrzeć do celu szybko, tanio i w miłej atmosferze.
W ostatnią noc w Barcelonie wracałam do hostelu razem z dziewczyną z Estonii. Trzecia w nocy, metro dawno zamknięte a na nogach 1,5h do hostelu, ale trudno, na coś trzeba wydać ostatnie ojro.
W portfelu tak pusto, że Kraków widać, więc poprosiłyśmy złotówę żeby nas podwiózł do hostelu lub na Plac Espanya, jeśli licznik przebije kwotę, jaką możemy wydać.
Okej okej, no problemo - stwierdził taksiarz wyciągając telefon i dzwoniąc do jakiegoś znajomego.
Połowę tej maksymalnej kwoty licznik pokazał zanim w ogóle opuściliśmy Barcelonetę dzięki krążeniu po rondach i jeżdżeniu dziwnymi uliczkami. Dziewczyna z Estonii włączyła GPS w telefonie i groźnym głosem mówiła taksiarzowi gdzie powinien skręcić.
Licznik prawie wybija nasz max, prosimy grzecznie żeby facet nas wyrzucił w okolicy. Dalej rozmawiając przez telefon mówi - okej okej, no problemo.
Lecą kolejne euro, przestajemy być miłe. Facet na drugą, trzecią i dziesiątą prośbę o wysadzenie nas TU odpowiada - okej okej, no problemo.
Dojechaliśmy do hostelu, oczywiście zahaczając po drodze o każdą możliwą wąską uliczkę i przepuszczając każdego pieszego. Wybiło o 6 euro więcej niż planowałyśmy zapłacić. Estonka stwierdza, że nie zapłaci, facet drze się na nas po hiszpańsku używając bardzo brzydkich słów. Wsadziłam mu w rękę odliczoną kwotę i wyszłam z auta, koleżanki facet mało nie wywalił siłą.


Żebracy
Na ulicach jest ich pełno i naprawdę wiedzą jak wysępić Twoje pieniążki. Jedni są mili i sympatyczni, inni nachalni. Na początku poniesiona chęcią ratowania świata kupiłam jedzenie młodemu chłopakowi zbierającemu pieniądze pod Lidlem. Kolejne dni trochę mnie otrzeźwiły. Zauważyłam, że każdego dnia jest ubrany w inne ciepłe i zadbane ubrania, nosi markowe buty. Później doszedł to tego widok kilku innych 'żebraków', którzy po południu prostowali zgarbione plecy, ściągali z twarzy wyraz cierpienia i wracali metrem do domu. Praca jak praca.
Źle się czuję pisząc to, bo na pewno wśród nich były również osoby, które naprawdę potrzebowały pomocy, jednak wrzucanie pieniędzy do kubeczka nie jest najlepszym sposobem na pomaganie biednym.

Małe sklepiki
W centrum trudno znaleźć supermarkety, za to na każdym rogu znajduje się mały sklepik - supermercad. Produkty do domu, kosmetyki czy większe i droższe rzeczy są wyraźnie wycenione, ale ceny nie znajdziesz na napoju czy słodyczach. Przecież puszka coli musi kosztować kilkanaście centów a batonik maksymalnie ojro. Przy kasie okazuje się, że wszystko jest trzy razy droższe, ale nie weźmie pani tej coli? Tak ciepło na dworze...


To oczywiście najgorsze scenariusze i nie każdy żebrak czy taksiarz oszukuje i nie każde wyjście z doku kończy się kradzieżą, jednak wszystko piszę z doświadczenia własnego albo ludzi którymi się opiekowałam.

Mam nadzieję, że Ty przywieziesz z Barcelony wspaniałe i ciepłe wspomnienia :)
Obiecuję, że niedługo wrócę na bloga na stałe. Na razie pochłonęła mnie praca i pisanie licencjatu.
Jakoś trzeba zarobić na kolejną podróż :D

5 komentarzy:

  1. BYłam tam raz i zakochałam się Barcelonie. Na szczęście na kieszonkowców i żebraków nie trafiłam, ale byłam w takim sklepie i z narzeczonym nie wiedzieliśmy co mamy wziąć bo było potrzebne kilka rzeczy a nie wiedzieliśmy jak jest wyłożony towar w sklepie. Pani nas baaardzo dokładnie obserwowała i czułam się jak intruz... Dopiero później przy kasie poczułam się jeszcze gorzej jak kazała mi otworzyć torebkę... aż mi się coś zrobiło, że toś mógł wziąć mnie za złodziejkę.... Strasznie mnie to uczuliło na małe sklepiki i już do takich nie wchodziłam.

    OdpowiedzUsuń
  2. O rany z tymi taksówkarzami... I w ogóle chyba sporo tam naciągactwa :O

    OdpowiedzUsuń
  3. masakra... już bym wolała rower jakiś komuś zwinąć i rowerem jechać;/

    OdpowiedzUsuń
  4. Masakra z tymi taksówkarzami :/ Nie chciałabym takich spotkać Dx

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie byłam w Barcelonie, ale Twój post przyda się w razie gdybym miała kiedyś się tam wybrać. Nawet nie wiedziałam, że tak trzeba uważać na taksówkarzy - kombinują jak tylko mogą.

    OdpowiedzUsuń

♥ Bardzo dziękuję za każdy komentarz ♥