wtorek, 15 listopada 2016

Po kilku dniach w Budapeszcie

Miasto z jednej strony niesamowicie przypomina mi Polskę, z drugiej czasami zastanawiam się na jakiej planecie wylądowałam!




Ostatnio zmieniłam sposób podróżowania. Po pobycie w Anglii bardzo spodobało mi się spędzanie w jakimś miejscu kilku tygodni, to daje lepszy widok na miasto i ludzi w nim mieszkających.
Spojrzenie zupełnie się zmienia, kiedy masz czas na wędrówki, spotkania z ludźmi i możliwość znalezienia ulubionego miejsca na plaży czy pubu... a rano musisz iść po bułki do lokalnego marketu.

Będąc w Irlandii czy Norwegii tylko przez kilka dni zużyłam wszystkie rezerwy energii bo musiałam zrobić i zobaczyć WSZYSTKO. Szkoda było mi czasu na gotowanie, więc jadałam zupki chińskie i chleb z serem, spałam po 4h dziennie i byłam sfrustrowana jeśli nie zdążyłam gdzieś pójść.


Pracuję w małym hostelu w centrum miasta. Dwa razy w tygodniu spędzam noc na recepcji i ranek sprzątając pokoje. Na szczęście w nocy nie dzieje się zbyt wiele. Czasem tylko turyści wracając z imprezy czują nagłą potrzebę porozmawiania o życiu czy przytulenia się. Wierzcie mi, filozoficzne rozważania nad sensem egzystencji o 4 nad ranem nie są najlepszym pomysłem kiedy jest się trzeźwym :P

Mieszkam w mikroskopijnym pokoju z innymi wolontariuszami, w tym momencie z dwoma chłopakami z Australii i Kolumbii i dziewczyną z Kanady :)
Większość czasu spędzamy siedząc z gośćmi w pokoju wspólnym gotując razem, oglądając filmy i obowiązkowo pijąc wino.

Największym minusem tej pracy jest fakt, że każda przyjaźń ma datę ważności. Codziennie żegnam się z niesamowitymi ludźmi z różnych stron świata, których już prawdopodobnie nigdy nie spotkam. Szczególnie dotknęło mnie to po trzech dniach z chłopakami z Chile. W życiu nie nawiązałam z nikim przyjaźni tak szybko (aspołeczniak ze mnie), wiec wczoraj po ich wyjeździe miałam malutki kryzys. Spotkanie ich zaowocowało jednak kolejnymi podróżniczymi planami - Ameryka Południowa coraz bardziej mnie przekonuje.


O samym mieście napiszę za jakiś czas, kiedy lepiej je poznam. Na razie widziałam tylko kilka 'must see' i dokonałam najważniejszego odkrycia - znalazłam SKLEP. Taki z jedzeniem!
Przez ostatnie dni chodziłam do dziwnych marketów, w których czułam się jak w warzywniaku u Grażynki.
Jedzenia było mało, szczególnie takiego, które jestem w stanie zjeść. Jeśli znalazłam już coś dobrego to kosztowało miliony :P Ale sklep został przeze mnie odkryty, więc żegnajcie zupki chińskie i wafelki z Krecikiem!


Pozdrawiam z górnej pryczy w pokoju wolontariuszy!


12 komentarzy:

  1. Fakt, trochę polsko, ale ogólnie wcale nie. Ogólnie super, że pracujesz i zwiedzasz świat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to wina tej ciężkiej architektury :) Dzięki!

      Usuń
  2. Zazdroszczę Ci tych podróży, Budapeszt również chętnie bym zwiedziła :) Piękne zdjęcia <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałabym podróżować :) Bardzo ładne zdjęcia :)

    Zapraszam-Mój blog
    Odwdzięczam się za każdą obserwacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko da się zrobić :D dziękuję!

      Usuń
  4. uwielbiam ten kraj piękny jest:) byłam tam na majówce i się zakochałam. może się wproszę do Ciebie?:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniała fotorelacja! Piękne zdjęcia! :))

    xxBasia

    OdpowiedzUsuń
  6. uwielbiam Budapeszt. Przypomniałaś mi jak dawno tam nie byłam!:(
    czy wielkim wścibstwem z mojej strony będzie pytanie jak się znajduje prace w motelu w Budapeszcie z międzynarodową ekipą? bo jestem żywo zainteresowana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam to przez stronę Workaway :) Za troszkę ponad 100zł masz roczny dostęp do bazy wolontariatów na calutkim świecie. Większość w zamian za pracę (10-35h w tygodniu) oferuje nocleg i wyżywienie. To fajna opcja jeśli chce poznać dobrze jakieś miejsce nie wydając za dużo pieniążków :)

      Usuń

♥ Bardzo dziękuję za każdy komentarz ♥