poniedziałek, 31 października 2016

Praca Au Pair - wady i zalety

Prawie dwa miesiące temu spakowałam walizkę i przyjechałam do Anglii żeby pracować jako au pair. Moja przygoda skończyła się jednak dużo szybciej niż zakładałam. O tym dlaczego tak wyszło napiszę trochę niżej :)


Program au pair to nie do końca praca, lepiej nazwać to wymianą kulturową, bo właśnie o to w tym wszystkim chodzi - możliwość zamieszkania za granicą u rodziny goszczącej, spędzanie z nimi czasu, jedzenie razem posiłków i oczywiście nauka języka. W czasie przebywania u danej rodziny opiekujemy się dziećmi i wykonujemy drobne prace w domu. Otrzymujemy za to kieszonkowe, dzięki któremu możemy trochę pozwiedzać.


Są dwie drogi:

1. Skorzystanie z agencji pośredniczącej.
Ta opcja wiąże się z dodatkowymi kosztami, ale jest nieco bezpieczniejsza. Po pierwsze Ty i rodzina goszcząca podpisujecie umowę, w której jasno określona jest liczba godzin pracy, zakres obowiązków, wysokość kieszonkowego i ilość dni wolnych w miesiącu. Jeśli rodzina złamie umowę możesz skontaktować się z agencją i w krótkim czasie znajdą Ci nową rodzinę.
Ważne: wyjazdów do USA nie można zorganizować na własną rękę - tu konieczne jest skorzystanie z usług agencji. Jest ich całkiem sporo, wystarczy wpisać w google 'agencja au pair + nazwa kraju do którego chcesz wyjechać'.

2. Wyjazd na własną rękę
Ja właśnie tak zrobiłam. Plusem jest to, że to darmowa opcja. Samemu omawiasz wszystkie szczegóły, szukasz rodziny, ustalasz wszystkie terminy, stawki i zakres obowiązków. Jeśli coś jest nie tak to możesz postraszyć odejściem a później spakować walizkę i powiedzieć 'do widzenia'. Równie dobrze to Ciebie mogą z dnia na dzień wywalić.
W skrócie: to opcja dla osób, które się nie boją :)

To praca dla osób mających ogrom cierpliwości do dzieci i potrafiących sobie poradzić z lawiną przeciwności. Dzieci są często rozpieszczone, wydają polecenia i oczekują ich spełnienia w ciągu 10 sekund.
Moja dziewczynka przy rodzicu była kochana, mówiła proszę, dziękuję i przepraszam. Kiedy zostawałyśmy same zmieniało się to na daj mi, chcę i twoja wina. Szczytem było wołanie mnie bo nie chciało jej się wyciągnąć ręki po miskę z popcornem albo wyrzucenie jedzenia do kosza bo 'jednak na obiad chce frytki'.
Na szczęście miałam odgórne pozwolenie na trzymanie jej krótko, więc nie dałam sobą pomiatać przez pięciolatkę, słyszałam jednak opowieści wielu au pairek, które nie umiały powiedzieć dziecku sama sobie weź albo nie musisz jeść obiadu jeśli nie chcesz i mu usługiwały.
Oczywiście jest to zrozumiałe przy młodszych dzieciach, które z wieloma rzeczami sobie jeszcze nie radzą, trzeba im pomóc, wyjaśnić, nauczyć. Uważam jednak, że wyciągnięcie ręki po miskę nie jest zadaniem, które przerasta pięciolatkę a jedzenia się nie wyrzuca.

Nie wszystkie dzieci są takie, zdarzają się prawdziwe aniołki, z którymi praca jest czystą przyjemnością. Znam wiele au pairek, które tak przywiązały się do swoich host-dzieci, że zostały na dłużej. Ja trafiłam nieco inaczej, więc wybaczcie moje żale :P

Trzeba przygotować się na różnicę kulturową, w zależności od kraju, pochodzenia rodziny, szkoły itd podejście do dziecka jest zupełnie inne. Ja pracowałam w Anglii u Polskiej rodziny a moje host-dziecko uczęszczało do szkoły przy protestanckim kościele.

W praktyce wyglądało to tak, że ani na sekundę nie mogłam spuścić mojej pięciolatki z oka. Wszystkie matki i niańki krzywo na mnie patrzyły, kiedy młoda bawiła się sama na zamkniętym, ogrodzonym placu zabaw a ja siedziałam na ławeczce, również na terenie placu. Tu wszystkie dzieci są pod stałą obserwacją opiekuna. W Polsce jest chyba trochę na odwrót - dzieci są wyganiane na plac zabaw żeby spędzały czas z rówieśnikami a rodzice mogli wreszcie w spokoju zrobić obiad, posprzątać czy po prostu pobyć chwilę w ciszy. Oczywiście, są obserwowane przez okno ale przez jedno zdarte kolano nie skończy się świat. Tu rzadko widziałam tu dzieci bawiące się ze sobą. Zazwyczaj bawiły się ze wspomnianymi mamami lub niańkami. Część dzieci nie wiedziała co zrobić, kiedy moja młoda (przyzwyczajona do dzieci w Polsce) podbiegała do nich i proponowała wspólną zabawę. Następowała chwila totalnej dezorientacji i szukanie wzrokiem mamy, która jak zawsze stała dwa kroki dalej obserwując co się dzieje.

PS: place zabaw w mojej miejscowości to magia *.* Zdarzało mi się huśtać czy wspinać razem z Młodą.
Na zdjęciu miś, który jak każdy grzeczny zwierzaczek dba o bezpieczeństwo i zapina tęczowe pasy.



Musiałam też zostawić swoje dane w szkole Młodej i zostać przedstawiona nauczycielom żeby wydali mi ją po zajęciach. Nie ma mowy o tym, że dzwonek dzwoni a dzieci wybiegają z klas. O nie nie nie.
Szkoła wymagała ogromnego zaangażowania rodziców w organizowane przez nich imprezy a zebrania odbywały się minimum dwa razy w miesiącu.  Miało to pewne plusy - rodzice naprawdę wiedzą co dzieje się w szkole, na zebraniach dowiadują się jak pomóc dzieciom w zdobywaniu wiedzy i motywować je do dalszej pracy. Ja mogłam przyjrzeć się angielskiej szkole, zobaczyć jak pracują z dziećmi :) I tu wielki plus dla nich - za różnorodne metody pracy, kreatywne otoczenie i przesympatycznych nauczycieli. Minusem jest oczywiście to, że nie wszyscy mają tyle czasu żeby jednego dnia przyjść do szkoły dziecka o 12 na teatrzyk a dzień później na zebranie o 15:30. Mając dwójkę czy trójkę dzieci uczęszczających do różnych szkół trzeba być tu pełnoetatowym rodzicem :P

Przygotowanie do wyjazdu

Facebook jest pełen grup au pairek a cały internet blogów o tej tematyce. Przed podjęciem decyzji warto poczytać co piszą inni i przygotować się psychicznie :)
Dobrze też znaleźć kogoś na miejscu, z kim można wybrać się na kawę/piwo po ciężkim dniu. Ja miałam tyle szczęścia, że na facebooku poznałam dziewczynę z Hiszpanii. Zaczynała w tym samym terminie co ja, więc uczyłyśmy się życia w UK razem.

Przed wyjazdem fajnie jest przypomnieć sobie zabawy z dzieciństwa i spisać wszystkie pomysły na ciekawe aktywności. Wierzcie mi, w deszczowy dzień samo oglądanie bajek albo kolorowanie nie wystarczy.
Moja Młoda uwielbiała pomagać w kuchni. Sama komponowała i mieszała sałatki, ja nauczyłam ją robić naleśniki, kotlety ziemniaczane i kluski. Pod koniec była w tym już tak dobra, że ja musiałam tylko wymieszać ciasto (przy ziemniakach idzie dosyć ciężko) no i oczywiście obsługiwać kuchenkę :) Oprócz tego ulubionymi zabawami było lepienie z masy solnej i układanie zwierzątek z magnesów na lodówkę.



Co u mnie nie wyszło?

Po miesiącu wiedziałam, że to nie jest miejsce dla mnie. Nie chciałam stawiać rodziny w trudnej sytuacji, więc dałam hostowi 3 miesiące na znalezienie kogoś na moje miejsce. Po kilku dniach powiedział mi, że mogę wyjechać za dwa tygodnie bo i tak planował przeprowadzkę krótko po nowym roku a to 'taki znak, żeby wszystko przyspieszyć'.
Właśnie pakuję walizkę i za kilka godzin mam autobus, który zawiezie mnie na lotnisko.
Na szczęście nie należę do osób kurczowo przywiązanych do ustalonego planu, więc kolejny miesiąc w UK zamieniłam na wolontariat na Węgrzech :D

Przede wszystkim Młoda była nieco ZA MŁODA. Pracowałam już z wieloma dziećmi w Związku Harcerstwa Polskiego czy Akademii Przyszłości. Prowadziłam zbiórki, zajęcia, imprezy, jeździliśmy na kolonie, biwaki i zawsze potrafiłam sobie poradzić nawet z naprawdę niesfornymi urwisami, ale moje zuchy były co najmniej o rok starsze od Młodej. Większość z nich miała 7-9 lat i przez to rozumieli znacznie więcej a młodsze dzieci brały przykład ze starszych kolegów.
To mój wielki błąd - myślę, że gdybym mocniej zawęziła kryteria poszukiwania host-rodziny wyglądałoby to zupełnie inaczej.

Oprócz tego moje host-dziecko miało dosyć trudny charakterek, jak już pisałam wcześniej - próbowała mnie urobić na wszystkie sposoby. Ja jestem raczej spokojną osobą, lubię pomagać ludziom a szczególnie taki małym ślicznym istotkom, ale niestety Młoda szybko się nauczyła jak to wykorzystać. Zamiast prosić o pomoc przy rzeczach z którymi sobie nie radzi zaczęła rozkazywać mi robić to, na co akurat miała ochotę. Traktowanie tej pracy jako pola bitwy, na którym muszę przez cały czas decydować czy mogę sobie odpuścić czy lepiej walczyć było dla mnie zwyczajnie męczące. Na pewno osoba, która ma doświadczenie w pracy przy dzieciach w tym wieku poradziłaby sobie z tym bez problemu :)

Do tego doszły szczegóły, które przekonały mnie do wyjazdu wcześniej niż planowałam. No i tak, zaraz wyłączę laptopa, spakuje ostatnie rzeczy i wyruszam w dalszą trasę.

Do przeczytania w Polsce! :)

18 komentarzy:

  1. Fajny ten plac zabaw, super te drewniane miśki, czy co to jest :D
    Fajna sprawa takie au pair, ale chyba też nie dla mnie :")

    OdpowiedzUsuń
  2. Z dziećmi praca zawsze jest ciężka ;) a niestety dzieci są różne. A ten placyk jest super, chciałabym aby taki był u nas :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mam znajomych i sobie chwalą :)

    OdpowiedzUsuń
  4. wow te placyki są magiczne! jak tam czysto i schludnie.a dzieciorki mają różne charaktery. Ty trafłaś na trudny;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj taaaak, place zabaw są cudne :D żałuję, że jak byłam dzieckiem nie było takiego pod moim blokiem!

      Usuń
  5. Super ! zazdroszczę Ci ;) sama kiedyś zastanawiałam się nad wyjazdem jako au pair ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Plac zabaw magia :)
    No cóż... kurcze, mój jako pięciolatek był słodki i przeważnie posłuszny, za to teraz zdarza mu się krzyknąć - ale to po mamusi ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj to ciężki kawałek chleba!

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny ten placyk ;D

    Zapraszam:
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda, że trafiłaś na taką rodzinę, ale przyznam, że częściej trafiam na posty na internecie, które są od osób niezadowolonych tym programem niż zadowolonych, bo jednak ludzie bywają problematyczni jeśli chodzi o wychowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety chcąc pracować jako au pair trzeba w 100% przyjąć zasady panujące w domu hostów, nawet jeśli nie do końca się z nimi zgadzamy. Dopóki rodzina jest kulturowo podobna nie ma z tym większego problemu, ale nie wyobrażam sobie pracować w tym charakterze na przykład w Chinach czy USA! :) Podziwiam dziewczyny, które się odważyły! :)

      Usuń
  10. Ja zastanawiam się czy po obronie licencjatu nie wybrać się jako au pair do Stanów Zjednoczonych. Ale cały czas nie jestem pewna tej decyzji bo boję sie, że trafię na dzieci z którymi się nie dogadam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci bywają różne, możesz spróbować najpierw pojechać jako au pair do UK na dwa czy trzy miesiące. Zobaczysz jak naprawdę wygląda taka praca i czy dasz radę przepracować tak caaaały rok :)

      Usuń
  11. To raczej nie dla mnie, ale fajnie że są takie możliwości :)

    OdpowiedzUsuń
  12. nie każdy nadaje się do takiej pracy, kiedyś się zastanawiałam.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie :D Trzeba być do tego meeega odpornym!

      Usuń
  13. Czy w UK rodzice tez tak unikają swoich dzieci jak w USA? Ja sie czasem zastanawiam po co im dzieci skoro nie spędzają z nimi więcej niż 10minut dziennie, bo muszą mieć swoje życie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka moich znajomych było au pairkami właśnie w takich rodzinach, jednak ze względu na duże benefity w UK, w wielu domach jeden z rodziców nie pracuje. Wtedy sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Rodzice nie spuszczają dzieci z oka ani na sekundę, na przykład chodzą za nimi krok w krok na placu zabaw i nie pozwalają bawić się z innymi dziećmi.

      Przesada albo w jedna, albo w drugą stronę :/

      Usuń

♥ Bardzo dziękuję za każdy komentarz ♥