sobota, 29 października 2016

#MyFirst7Jobs

Ostatnio w blogosferze zrobił się popularny hasztag #MyFirst7Jobs. Zaczęłam się zastanawiać nad tymi wszystkimi miejscami, w których pracowałam. Po długich obliczeniach, zaokrąglaniu ułamków i ujemnej delcie stwierdzam, że pracowałam w milionie miejsc. A oto pierwsze 7 z nich:

1. Praktyki zawodowe
Moja szkoła średnia wymagała dwóch praktyk zawodowych. Wysłano mnie do Urzędu Miasta, pracowałam w administracji lokali, a później w geodezji i gospodarce nieruchomościami. Oczywiście zajmowałam się kserowaniem, adresowaniem kopert i archiwizacją dokumentów.

2. Barmanka/kelnerka
Dopiero skończyłam 18 lat, po feriach zimowych zaczynałam drugą praktykę w Urzędzie Miasta, więc zaczęłam szukać czegoś na ten okres. Na drzwiach pubu w moim mieście wywieszono ogłoszenie i mimo, że WSZYSCY odradzali mi prace tam oczywiście wiedziałam lepiej i poszłam. Okazało się, że:
a) byłam tam sama, więc wieczorem musiałam wyganiać pijanych facetów. Mając 160cm wzrostu i wtedy jakieś 40kg wagi nie wyglądałam przekonująco, więc zdarzało się, że musiałam zostać dłużej.
b) szefowa co tydzień robiła remanent i przelewała WSZYSTKIE alkohole, syropy i soki do drinków do miarek żeby sprawdzić czy nie kradnę. Serio. 
Klientom musiałam lać dokładnie co do mililitra bo odliczano mi za to z wypłaty. Po miesiącu i tak kobieta stwierdziła że ukradłam jakąś butelkę (która oczywiście była na półce) i ją również odliczyła mi z wypłaty. Łącznie obcięła mi połowę wypłaty. 
Trzasnęłam drzwiami i już tam nie wróciłam.

3. Rozdawanie ulotek
Najgorsza ze wszystkich jakie wykonywałam. Okropna koszulka, praca w upale, kradzieże w szatni, niemili ludzie i menedżer, który obcinał wypłatę za wszytko. Kiedy razem z połową z ekipy dostaliśmy karę za to, że nie chodzimy wystarczająco szybko wszczęłam bunt. Wszyscy poszliśmy na lody a później zrezygnowałam.
Dodatkowym, ogromnym minusem był oczywiście sam fakt rozdawania ludziom ulotek, które od razu lądowały w koszu lub na ulicy. Jestem absolutną przeciwniczką marnowania papieru w ten sposób.

4. Hostessa
To była typowa dorywcza praca - dostawałam telefon, kiedy potrzebowali kogoś na promocję.
Reklamowałam więc pralinki, jogurty i odkurzacze do szyb. Dwie pierwsze akcje były po prostu denerwujące, ostatnia okrutnie mi się nie podobała bo kazano mi wmawiać ludziom, że sprzęt naprawdę działa. Kłamać nie lubię, więc miałam słabe wyniki i po kilku miesiącach zrezygnowałam.




5. Wycinanie płatków śniegu
Firma miała duże zamówienie naklejek na szyby. Dostawaliśmy wielki arkusz papieru z wyciętym wzorem i nożykami do tapet wyciągaliśmy ten nadmiar naklejki z 'dziurek' w śnieżynkach. Wcześniej myślałam, że takimi rzeczami zajmują się maszyny. Okazało się, że zajmowałam się tym ja :D
Wakacje, 40*C na dworze a my siedzieliśmy w wielkiej blaszanej hali przy stołach i robiliśmy płatki śniegu. W hali było bardzo gorąco, a jeśli zapomnieli o zostawieniu włączonej wentylacji na noc to przez cały kolejny dzień śmierdziało klejem. Po dwóch tygodniach zaczęła mnie boleć głowa a po miesiącu kilka razy zemdlałam. 



A tu foto polskiej myśli technicznej. Zmiotka z kartonu, która zupełnie nie spełniała swojego zadania. Wyglądała za to epicko. 




6. Sprzątanie pomieszczeń biurowych
Tym zajmowałam się łącznie grubo ponad 2 lata. Zastępowałam koleżankę mamy kiedy ta miała urlop, chorobowe albo zjazd na uczelni. W praktyce byłam tam minimum 3 razy w miesiącu.
To chyba moja ulubiona ze 'śmieciowych' prac. Pracowników nie było już w biurach i mogłam tańczyć z mopem lub spokojnie słuchać aBooka.


Selfie z mopem w oknie szatni ;D

7. Opiekun kolonijny
Przez jakieś 10 lat byłam harcerką, miałam swoją gromadę zuchową i jeździłam z moimi dzieciakami na biwaki i kolonie zuchowe. Pierwszy raz jako opiekun pojechałam mając 14 lat. Niektóre dzieci były ode mnie tylko rok młodsze, do tego musiałam płacić część kosztów (m.in. ubezpieczenia), wiec nie traktuję tego jako pracy. 
Pierwszy raz zarobiłam na kolonii milion lat później, kiedy kadrą harcerską zorganizowaliśmy wyjazd dla dzieci adoptowanych i z rodzin wielodzietnych. Fajny wyjazd, chociaż działo się :D Moja grupa (9-12 lat) zorganizowała w nocy ustawkę po połowa była za Górnikiem, druga połowa za Piastem. Musiałam więc spędzić kilka nocy na korytarzu, żeby mieć pewność, że nie wpadną na żaden głupi pomysł :P

A jaka była Twoja najgorsza/najlepsza praca? :)

9 komentarzy:

  1. O matko, polska myśl techniczna powala na łopatki :D
    Straszna ta praca ze śnieżynkami i za barem... Hostessą też byłam w okresie studiów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż wstyd się przyznać, że ja jeszcze nie słyszałam o tym hasztagu. :x
    Jeeejku, to dobrze, że pracowałaś w tylu miejscach! Nabierzesz doświadczenia. :D Szczególnie podoba mi się praca pod numerem piątym. ;) Tylko te mdlenia, nieciekawie. :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta zmiotka z kartonu mnie rozwaliła :"D
    Nienormalna ta szefowa z pubu, współczuję :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta praca z wycinaniem śnieżynek brzmi jak jakiś horror. :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny pomysł na post! Pierwsze prace jeszcze przede mną :)

    OdpowiedzUsuń
  6. I ja ulotki rozdawałam - była to moja pierwsza praca :D

    Za to - wycinanie płatków śniegu jest takie... Magiczne!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie spotkałam się z podobnym postem :D
    mój blog, hooneyyy

    OdpowiedzUsuń
  8. Szufelka po prostu 'wymiata' miotłę ! Wow ! Czego to ludzka wyobraźnia nie wymyśli hihih :) Moja najgorsza praca to była w Banku w Bank of America, tragedia! Korporacja na potegę i psycha mi siadła :( Na szczęście mam to za sobą :) Pozdrawiam :) :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja pracowałam przez 3 miesiące w McDonald's chociaż nie powiedziałabym, że była to zła praca, raczej należała do trochę cięższych, ale dobrze płatnych. Teraz nadzoruje social media dla jednej z grup medialnych i jestem całkiem zadowolona. :)

    OdpowiedzUsuń

♥ Bardzo dziękuję za każdy komentarz ♥