poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Akwizgran

To uzdrowiskowe miasto w Niemczech tuż przy granicy z Holandią i Belgią.
Ma kilka nazw - ludzie nazywją je Aachen, na mapie znajdziesz Akwizgran, a dla Anglików i Francuzów to Aix-la-Chepelle. Słyszałam, że na początku znajdują się aż dwie litery 'a' dlatego, żeby zawsze być na samej górze w alfabetycznym spisie miejscowości :D


Dużo zielonych terenów i tłum studentów z całego świata to pierwsze co zanotowaliśmy po przyjeździe.

Ostatnim razem, kiedy szukałam hosta w Irlandii zgłosiło się kilkanaście osób, więc wydawało mi się, że i w Holandii nie będzie trudno o nocleg. Życiem w twarz. Same odmowy, na kilka dni przed wyjazdem zgłosił się tylko jeden facet, który bardzo słabo mówił po angielsku i nie do końca rozumiałam jego warunki, więc od razu zrezygnowałam. Druga osoba, którą udało mi się upolować w Holandii zaproponowała nam nocleg dopiero na dwa ostatnie dni.
Trzeba było coś szybko wymyślić. Podróż już niedługo a my nie mamy gdzie spać. Znalazłam hosta w Niemczech - tym sposobem podróż objęła nie jeden, a dwa kraje (notka o Maastricht - klik). Cudownie się stało! :)

Nocowaliśmy u niemieckiej pary i studenta z Indii, który przygotował dla nas obiad i uczył jak je się w jego rodzinnych stronach. Wbrew pozorom jedzenie tylko prawą ręką i bez użycia sztućców nie jest takie proste!

Nasz host bardzo pomógł nam w zaplanowaniu zwiedzania, spędziliśmy sporo czasu nad naszą papierową mapą nanosząc na nią punkciki w miejscach, które koniecznie musimy zobaczyć.
Spędziłam z nim też sporo czasu rozmawiając na poważne tematy, niekoniecznie w poważny sposób.
Pokazałam mu zdjęcia z miejsc, które już zdążyliśmy zobaczyć

H: dlaczego masz zdjęcia kościołów tylko z zewnątrz?
Ja: nie wierzę w boga, nie chcę przeszkadzać osobom, które się modlą robiąc w środku zdjęcia. Podziwianie architektury z zewnątrz mi wystarcza. Poza tym, chyba bym spłonęła.
H: A kto wierzy?
Ja: Jestem z Polski, w moim kraju jest bardzo dużo osób wierzących
H: OMG. Co na to twoja babcia?



Bardzo żałuję, że nie zrobiłam więcej zdjęć gałązkom przyozdobionym kolorowymi tasiemkami. Możesz coś takiego zobaczyć w centrum powyższego zdjęcia, przyczepione do latarni.
W jeden z majowych wieczorów mężczyźni w Aachen odcinają gałąź drzewa i przyozdabiają ją bibułą i wstążkami. Następnie zanoszą ją pod dom swojej wybranki aby okazać swoje uczucia. Bardzo popularne jest podkradanie sobie tych badyli, więc przez całą noc należy stać i pilnować, aby wybranka miała co podziwiać po wstaniu z łóżka.
Na ulicach było mnóstwo takich gałązek. Urocze, prawda?


Niedaleko centrum znajduje się wzgórze Lousberg. Po prawie godzinie spaceru lasem i kilku postojach udało nam się wczołgać na górę. Widok był wspaniały. Naprawdę warto poświęcić trochę czasu, żeby oderwać się od tłumu studentów w mieście i pooddychać świeżym powietrzem.

Kolejnym etapem wędrówki miał być uniwersytet medyczny oddalony od Lousberg o jakąś godzinkę na nogach. Podeszłam do panów stojących przy sklepie meblowym żeby dowiedzieć się, w którą stronę powinniśmy pójść. Okazało się, że słabo mówią po angielsku i nie potrafili mi wyjaśnić gdzie należy skręcić, więc jeden z nich po prostu nas podwiózł. Nie mogłam uwierzyć jacy ludzie potrafią być mili. Podczas jazdy oczywiście padło nieodłączne pytanie "You are from Poland? Vy govarite po-russki?"

Dotarliśmy na Uniwersytet Medyczny a później do najbardziej szalonego szpitala, jaki w życiu widziałam. Uniklinikum to największy w Europie szpital mieszczący się w jednym budynku. Do tego jest słynny ze swojej brzydoty. Tak, brzydoty. Ma rury i szyby wentylacyjne na zewnątrz, wygląda przez to jak fabryka telefonów w jednym z biednych azjatyckich krajów.
Weszliśmy do głównego holu i poraził nas wszechobecny zielony kolor. Na piętrze stał nawet pomalowany na zielono plastikowy koń. To miejsce trochę mnie przerosło.


Kilka kilometrów dalej dotarliśmy wreszcie do prawdziwego celu naszej wędrówki. Granicy trzech państw: Niemiec, Holandii i Belgii.
Mój telefon oszalał i co chwilę dostawałam smsy z cennikiem połączeń w jednym z tych krajów.
Na szczęście byliśmy tam w dosyć nieturystycznym okresie, więc mogliśmy porobić zdjęcia i zadzwonić do rodziny z trzech krajów jednocześnie.


Łapaliśmy stopa żeby dostać się z powrotem do Holandii i znów idealnie nam się udało - wziął nas starszy pan pochodzący z Iranu. Zajmował się pieczeniem arabskich chlebków dla sklepów w okolicy Aachen i Maastricht i akurat rozwoził towar. Weszliśmy do auta wspaniale pachnącego świeżym pieczywem. Nasz kierowca zaproponował nam nocleg u siebie w domu bo bardzo lubi tak sympatycznych gości. Na wszelki wypadek dał nam swój numer telefonu, żebyśmy mogli odwiedzić go kiedy tylko znów będziemy w okolicy :) Oczywiście musiał też zapytać czy mówimy po rosyjsku. To już chyba tradycja.

Polecam gorąco! Aachen jest fantastycznym miejscem!

12 komentarzy:

  1. Świetna przygoda, ale że się nie bałyście łapać stopa :) podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. To musiał być super spędzony czas.:) Piękne są te zdjęcia...

    OdpowiedzUsuń
  3. super wyprawa i bardzo ładne zdjęcia. Będziesz miała co wspominać ;) Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja znałam tylko nazwę Aachen i słyszałam też tą anegdotkę :D Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, jak widać - dzięki brakom hostów w Holandii zwiedziłaś więcej ;) Dialog świetny, śmieszny, ale też życiowy, taki realny u nas w kraju. Ogólnie jestem pod wrażeniem tej miejscowości i też zazdroszczę sposobu podróżowania, poznawania nowych kultur. Piękne zdjęcia :)
    http://sloiczeknutelli.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny "bajer" z tym dzwonieniem z trzech państwa równocześnie ;)
    Kiedyś może i ja się tam wybiorę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bajer świetny! Szczególnie że rodzina nie zdawała sobie do końca sprawy z tego gdzie jadę :)

      '-Cześć mamo, pozdrowienia z Niemiec!
      - jak to z Niemiec? Gdzieś ty jest??
      - gdzie? w Belgii :)
      - jakiej znowu Belgii? Miałaś jechać do Holandii!
      - no, właśnie jestem w Holandii.'

      Usuń
  6. Ta rozmowa jest świetna haha! Nie spodziewałabym się, że wspomni o babci xd Przynajmniej plus jest taki, że byłaś w 2 krajach i zwiedziłaś więcej :)
    Littleredcherrysmile click

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetna architektura. I ciekawa historia z tą nazwą... :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Widać po zdjęciach, że jest to piękne miasto :) Aż chciałoby się tak być! Świetne zdjęcia :) Zazdroszczę podróży :) Naprawdę super :)

    https://z-igly-widly.blogspot.com/

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

♥ Bardzo dziękuję za każdy komentarz ♥