środa, 20 lipca 2016

Norwegia, czyli jak zaczynają się przygody.



W moim życiu najlepsze rzeczy dzieją się, kiedy wychodzę poza schemat. Kiedy zamiast iść na egzaminy wsiadam do samolotu, zamiast Grecji wybieram Norwegię a zamiast hotelu kanapę w domu zupełnie obcej mi osoby.

Tak też stało się w marcu 2015 roku. Namówiłam K, żeby poleciała razem ze mną promocyjnym lotem do Oslo, jak się później okazało w najgorszym z możliwych terminów - ominęły mnie przez to dwa bardzo ważne egzaminy.
Pierwszy raz leciałam samolotem i totalnie się w tym zakochałam. Pierwszy raz nocowałam na kanapie u zupełniej obcego człowieka i pierwszy raz czułam realne zagrożenie ze strony drugiej osoby.



O Norwegii wiedziałam bardzo mało - tylko to, co udało mi się wyczytać w internecie przygotowując się do wyjazdu.
Słyszałam o tym, że jest to bardzo drogi kraj, ale zdziwiło mnie to JAK BARDZO.
Po zapłaceniu za bilet kolejowy z lotniska do samego Oslo i odłożeniu pieniędzy na podróż w drugą stronę zostało nam tylko kilka groszy na przeżycie i atrakcje.
Na szczęście nasz host miał restaurację i mogłyśmy u niego jadać obiady. W przeciwnym wypadku żywiłybyśmy się bułkami i energią z kosmosu :P Na pewno wynikało to z faktu, że byłyśmy w samym centrum stolicy i nie miałyśmy możliwości zrobienia zakupów w markecie,
Udało nam się odwiedzić kilka wspaniałych miejsc, o których napiszę w kolejnym poście :)

A teraz krótka opowieść o moim pierwszym doświadczeniu z couchsurfingiem i wszystkich błędach jakie popełniłam :)
Przez kilka dni po napisaniu ogłoszenia na stronie nie miałyśmy absolutnie żadnego odzewu, wtedy brak miejsca do spania na 2 tygodnie przed wyjazdem wydawał mi się szczytem nieodpowiedzialności i kiedy odezwał się do mnie sympatycznie wyglądający facet o egzotycznym nazwisku, natychmiast się zgodziłam.
Później odezwało się do mnie jeszcze kilka osób ale grzecznie im odmówiłam nie wymieniając się nawet numerem telefonu.

Na miejscu okazało się, że egzotycznie imię hosta to tylko skrót. Przestało brzmieć hiszpańsko a zaczęło arabsko.
Flaga na ścianie i jego wielki tatuaż szybko rozjaśniły sytuację - nasz host był afgańczykiem.
Spędziliśmy razem kilka godzin, odwiedziliśmy park i zjedliśmy obiad.
Początek był bardzo dobry, jednak z czasem robiło się coraz gorzej.
W domu trzymał broń snajperską, zapraszał do mieszkania swojego bardzo nieprzyjemnego kumpla i proponował mi żebym nie wracała do Polski bo bardzo lubi blondynki.

Popełniłam masę błędów przez które znalazłyśmy się właśnie w takiej sytuacji.
Zamiast pisać do konkretnych osób, które mają zweryfikowane konta ustawiłam publiczną podróż - każda osoba z Oslo zarejestrowana w serwisie dostała wiadomość dotyczącą planowanej przez nas podróży.
Pierwsza oferta jaką otrzymałyśmy od początku mi się nie podobała - było mało informacji na temat hosta i brakowało opinii na jego temat. Od razu jednak się zgodziłam.
Ale największą głupotą było to, że było mi głupio do niego napisać, że znalazłam innego hosta, któremu lepiej z oczu patrzy.

Moja rada: zawsze ufaj instynktowi i nigdy nie rób niczego tylko dlatego, że tak wypada.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

♥ Bardzo dziękuję za każdy komentarz ♥